20 grudnia, 2017 r.

Wróżebny i zaduszny charakter Wigilii

 Wróżebny i zaduszny charakter Wigilii

fot. pixabay

Terminy najstarszych i najważniejszych świąt dorocznych wiązały się ściśle ze zmianami zachodzącymi w przyrodzie. Zasadniczymi momentami były zimowe i letnie przesilenia dnia z nocą oraz wiosenne i jesienne zrównania.


Umowność daty Bożego Narodzenia – ustalonej dopiero w IV wieku – wynikała z braku dokładnej informacji o tym wydarzeniu w przekazach ewangelicznych. Według kalendarza solarnego w tym właśnie dniu przypadało zimowe przesilenie słoneczne. W starożytności i u średniowiecznych pogan był to kulminacyjny moment związany z wierzeniami i kultami solarnymi. Obchodzono w tym czasie doroczne święta ku czci zmarłych przodków oraz święta agrarne z licznymi elementami magii rolniczej i hodowlanej. Wykorzystując zbieżność symboliki narodzin słońca i narodzin Chrystusa, Kościół doprowadził nie tyle do likwidacji starego kultu, co raczej do zmiany jego przedmiotu. „Oczekiwanie” - to słowo-klucz do zrozumienia owej zbieżności.


Boże Narodzenie choć nie ma tak wysokiego statusu wśród świąt chrześcijańskich jak Wielkanoc (za którą kryje się tajemnica zmartwychwstania i odkupienia), postrzegane jest jako święto przepełnione wieloma tradycyjnymi elementami i pod tym względem może nawet uchodzić za najobfitsze. Szczególne znaczenie posiada w tym kontekście dzień, który Boże Narodzenie poprzedza – czyli Wigilia. To dzień graniczny, gdy profanum (codzienność) ustępuje miejsca sacrum (świętości). To czas gdy wszelkie – najbardziej nawet drobne – zjawiska i sytuacje nabierają proroczego znaczenia, a słowa i gesty posiadają szczególną moc kreacyjną. Wigilia była w społecznościach rolniczych czasem pełnym wróżb i zabiegów magicznych mających wpłynąć na przyszłe zbiory. Drugim wyraźnym rysem Wigilii i świąt Bożego Narodzenia był ich zaduszkowy charakter – dziś już nieco zapomniany.


Wigilia jest wstępem do nowego czasu, i to ona otwiera kolejny rok (choć ten kalendarzowy trwa jeszcze kilka dni). Nowy rok ma jednocześnie być powtórzeniem cyklu poprzedniego. Wigilia jest więc odtworzeniem rajskiej sytuacji prapoczątku, gdzie nie ma różnic społecznych między ludźmi, wszystkie istoty ziemskie zgodnie ze sobą współistnieją, a zmarli uczestniczą w działaniach żywych (przekraczając granice zaświatów). Partycypować w tej rajskiej sytuacji symbiozy wszystkich istot - z tego jak i z tamtego świata - mogą tylko ludzie o czystych sercach w związku z tym do Wigilii należało się duchowo i fizycznie przygotować.


Zbiór dostrzeżonych, udokumentowanych i przekazanych przez etnografów zachowań - świadczących z jednej strony o wróżebnym/proroczym/wieszczym a z drugiej strony o zadusznym charakterze Wigilii - jest ogromny.


To puste miejsce przy stole i dodatkowe nakrycie. Ten gest ma wyraźnie zaduszny charakter. Chodzi o zmarłych, którzy mogą nas odwiedzić właśnie pod postacią nieznajomego wędrowcy, bezdomnego, żebraka. Nade wszystko chodziło o tych zmarłych, którzy opuścili nas w mijającym roku. Od Bożego Narodzenia do Nowego Roku urządzano tzw. święte wieczory podczas których modlono się za dusze zmarłych wierząc, że wówczas są one wśród nas.


Stawiano w izbach niewymłócone snopy na wróżbę urodzaju. Wtykano za obrazy i między belki domostw gałązki jałowca, świerku, sosny ponieważ wiecznie zielona gałąź to symbol długiego życia i zdrowia. Potem tę rolę przyjęło tzw. boże drzewko, czyli powieszony pod stropem czubkiem ku dołowi i udekorowany szczyt iglastego drzewa. Od końca XIX wieku, najpierw w miastach, a potem także na wsi, przyjęła się stawiana na podłodze choinka. Z uwagi na estetykę to pewien przełom, ale pod względem symbolicznym to nic nowego.


W Wigilię rzucano o powałę makiem lub gotowanym grochem wierząc, że im więcej się do powierzchni przyklei ty większy będzie latem urodzaj.


Postna, uroczysta wieczerza składa się z potraw pochodzących z wszystkich obszarów eksploatowanch przez człowieka. Z pola pochodziły kasze (dziś już mało popularne na wigilijnym stole), z ogrodu owoce, z lasu grzyby a z wody ryby. W tym zestawie również chodziło o symbiozę wszystkich sfer z którymi człowiek ma do czynienia.


„Jaka Wigilia, taki cały rok” - powiada się, w związku z tym ten dzień powinniśmy przeżyć godnie i zgodnie. Nie wolno kłócić się, przeklinać, wymierzać dzieciom kar cielesnych, pożyczać (od kogoś) pieniędzy. Należy być czystym na duszy i ciele, energicznym i pogodnym. Na dobrą wróżbę składano sobie życzenia, przyjaźnie pozdrawiano, dawano jałmużnę ubogim, starano się być hojnym zarówno dla bliźnich jak i dla domowej zwierzyny. I tu kryje się tajemnica obdarowywania prezentami. Pierwotnie w wigilijnej hojności nie tyle chodziło o to, aby sprawić komuś radość (choć to też jest ważne), ale o to, aby sprowokować, wywróżyć, przepowiedzieć dostatek. Hojność tego dnia, ma sprowadzić dobrobyt w nadchodzącym roku, zarówno na dających jak i obdarowanych.


Połączenie obu dominujących tego wieczoru motywów – wróżebnego i zadusznego, a także chęć wzmocnienia nastroju magii i swoistego mistycyzmu sprawiło, że „wymyślono” pośredników dostarczających prezenty. Dla większości z nas to święty Mikołaj. Wiemy jednak, że nie miał i nie ma on monopolu na tego rodzaju „działalność”. W wielu regionach o podrzucanie prezentów „posądzano” grupy kolędnicze, które były powszechnym elementem bożonarodzeniowego folkloru. W kilku regionach południowej polski kolędników nazywano „Mikołajami”, ponieważ faktycznie był wśród nich i święty Mikołaj, ale odziany jak biskup z południa, z mitrą i pastorałem, a nie jak przysadzisty staruszek z północy w czapce z pomponem. Z kolei na Dolnym Śląsku, Wielkopolsce i Pomorzu owi przebierańcy nazywani byli „Gwiazdorami” i to oni byli odpowiedzialni za odnajdywane po ich wizycie prezenty. Tu postacią, od której brała nazwę grupa, był chłopiec niosący ozdobną gwiazdę. „Gwiazdorem” mogła być inna postać z grupy kolędniczej, przebrana i symbolizująca jednego z „mędrców wschodu”, którzy przyszli złożyć Jezusowi pokłon i przekazać dary (analogia jest tu wyraźna). W każdym razie nie był to już święty Mikołaj. W kilku regionach Małopolski i na Śląsku Cieszyńskim prezenty przynosi „aniołek”. W niektórych częściach Górnego Śląska utrzymywano, że prezenty zostawia „dzieciątko” - Pan Jezus, który tego dnia pojawia się wśród ludzi.


Co łączy te wszystkie postacie? Oczywiście ich pochodzenie i przybycie z zaświatów, jako że dla naszych przodków Wigilia i święta Bożego Narodzenia miały wymiar duchowy, którego głębi czasem dziś już nie pojmujemy.


Materiał przygotował: dr Damian Kasprzyk

Poprzednia wiadomość Drużyna piłki wodnej UŁ
Następna wiadomość Wesołych Świąt!