Łódzkie Wykłady z Poetyki – literatura jako doświadczenie
Cykl „Łódzkich Wykładów z Poetyki” od lat buduje swoją tożsamość wokół autorskiego spojrzenia na literaturę. Organizatorzy i uczestnicy wydarzenia odchodzą od tradycyjnej interpretacji dzieł i wspólnie odkrywają sedno procesu twórczego, badając jego zaplecze, napięcia i sprzeczności.
W tym roku rolę przewodnika po procesie „uczłowieczania literatury” przejął Michał Witkowski – pisarz, performer i autor jednej z najgłośniejszych powieści początku XXI wieku, Lubiewa. Twórca, odwołując się do życiowych anegdot i porzucając formalności, tym samym postawił na praktyczną i błyskotliwą narrację.

Wstyd, literatura i cudze oczekiwania
Witkowski bardzo konkretnie nazwał mechanizmy, które przez lata uniemożliwiały mu rozwój.
Po pierwsze – presja środowiska i autorytetów. Studiując polonistykę i funkcjonując w świecie literatury, próbował pisać estetycznie, poprawnie, zgodnie z obowiązującymi wzorcami, ale nigdy swoim własnym językiem.
Uznałem, że to, co piszą Stasiuk, Tokarczuk czy Goerke, to ja znam to wszystko na pamięć. To jest dobre, tak trzeba pisać. Właśnie wtedy będzie miało się sukcesy, skoro oni mają. A to był błąd. Pisałem jak oni, a nie zajmowałem nic na konkursach. Nikt mnie nie kochał – drukowali mnie, bo wszystko drukowali... Niektórzy przez całe życie właściwie nie walczą o swój język, piszą jak inni i dalej mogą się cieszyć nawet dobrą opinią dobrych krytyków, ale nigdy nie zrobią furory
– tłumaczy Witkowski.
Po drugie – autocenzura. Strach przed reakcją bliskich, środowiska akademickiego czy krytyków sprawiał, że najważniejsze tematy – zwłaszcza związane z własnym doświadczeniem – pozostawały zamknięte w piwnicy.
Ja miałem już dość duży materiał biograficzny, który był zablokowany, bo to był temat „pedalski” i uznawano, że tego się nie opisuje i o tym się nie mówi. Największym wrogiem pisarza wschodzącego jest babcia. Bo co będzie, jeśli babcia to przeczyta? To jest bardzo poważny problem! To jak ciotka literacka Gombrowicza, ale gorzej
– dodaje ze śmiechem autor.
Tak pisana literatura była więc poprawna, ale jednocześnie… martwa.

Dziesięć lat szukania języka
Witkowski bardzo wyraźnie podkreślił, że odnalezienie własnego stylu zajęło mu około dziesięciu lat. Kluczowa była praca z krytykiem, który konsekwentnie wycinał z jego tekstów wszystko, co było zapożyczone, przestylizowane lub nieautentyczne. To doświadczenie – choć brutalne – nauczyło go jednego: dopóki pisarz próbuje być kimś innym, nie ma szans na wyrazistość.
I wtedy los podrzucił mi wspaniałego krytyka, nieznanego nikomu. Zaczęła się walka z kulturą we mnie, walka z tym, co na tę kulturę literacką składa się. Ja byłem potwornie zmanierowany. Zawsze ten młody, który przychodzi do oceny, ma w sobie całkiem sprzeczne wyobrażenia. Przez chwilę wydaje mu się, że to jest nic niewarte, za chwilę to samo jest czymś genialnym. A tu zaczęło się ściąganie na ziemię. Pracę rozpoczęliśmy od błędów ortograficznych i czułem, jakby on mi najpiękniejsze fragmenty napuszone wykreślał!
– wspomina pisarz.
Najważniejszym punktem wykładu była opowieść o przełomie z 2004 roku, kiedy powstało Lubiewo. To wtedy – po latach blokad – Witkowski zdecydował się napisać książkę całkowicie szczerą, opartą na własnym doświadczeniu i języku, który wcześniej wydawał się niemożliwy w poukładanej literaturze.

Pisanie jako praktyka
W wykładzie pojawiło się też wiele konkretnych obserwacji dotyczących samego warsztatu. Witkowski mówił m.in. o roli dziennika jako podstawowego narzędzia pracy – miejsca, w którym kształtuje się człowiek i jego język.
Dziennik to jest największy dar do pracy nad tożsamością. Gdy zacząłem pisać swój dziennik, to wszystko zaczęło iść o wiele szybciej, Bez dziennika człowiek właściwie żyje jak państwo bez ustaw, bez żadnego prawa. To w dzienniku człowiek dopiero zaczyna zabraniać sobie czegokolwiek, pozwalać sobie oceniać to, co zrobił, co chciałby zrobić i czego nie chciałby robić
– przekonuje Witkowski.
Autor podkreślał też znaczenie uważności – traktowania codzienności jako materiału literackiego. Przełomem było dla niego odejście od przekonania, że tylko rzeczy wyjątkowe nadają się do opisu. Z czasem to właśnie zwykłość okazała się być najciekawsza.
Co dalej?
To dopiero pierwszy z trzech wykładów w tegorocznej edycji „Łódzkich Wykładów z Poetyki”. Kolejne spotkania odbędą się 15 kwietnia i 13 maja w budynku Wydziału Filologicznego UŁ. Każde ze spotkań rozpocznie się o godzinie 17:00 w auli A1. Wstęp na wydarzenia jest wolny. Na zakończenie każdego wykładu przewidziany jest również czas na pytania z publiczności, co daje okazję do bezpośredniej rozmowy z autorem i rozwinięcia poruszonych tematów. Zapraszamy do udziału!
Zapis audio pierwszego wykładu Michała Witkowskiego na Wydziale Filologicznym UŁ prezentujemy poniżej.
