Dlaczego kochamy psy? O emocjach, kulturze i psiej naturze

„Pogoda pod psem”, „nie dla psa kiełbasa”, „potrzebny jak pies w kościele” – od takich fraz zaczyna się spotkanie, które z każdą minutą staje się coraz mniej o języku, a coraz bardziej o nas samych. Dlaczego kochamy psy? Czy naprawdę rozumiemy ich potrzeby, czy raczej przypisujemy im własne emocje i oczekiwania? Gdzie przebiega granica między troską a uczłowieczaniem czworonożnego przyjaciela? To pytania, które wybrzmiały podczas dyskusji „Przyjaciel czy psiecko? O roli psa w kulturze i relacjach międzyludzkich”. Rozmawiały: dr hab. Natalia Lemann, prof. UŁ i dr Magdalena Piotrowska-Grot z Instytutu Kultury Współczesnej UŁ oraz Adrianna Kaczuba-Kozic z Instytutu Psychologii UŁ. Dzisiejszy Dzień Psa to dobra okazja, by dowiedzieć się, co o relacjach ludzi z psami mówią ekspertki naszej uczelni.

 

Opublikowano: 01 lipca 2026
Na zdjęciu jest pyszczek psa - szczeniaka maści czarnej

Czy język zdradza nasze podejście do psów?

Wyżej przywołane przykłady wskazują, że polszczyzna pełna jest powiedzeń, które nie stawiają psów w najlepszym świetle. Dziś jednak język się zmienia. Coraz częściej zastanawiamy się, jak mówić o zwierzętach, a zmianie językowej towarzyszy zmiana naszego myślenia. Pojawiają się dyskusje o dobrostanie, prawach zwierząt i bardziej partnerskich relacjach międzygatunkowych. 

Jak zauważyła dr Magdalena Piotrowska-Grot (Instytut Kultury Współczesnej, Wydział Filologiczny UŁ): 
To jest zmiana równoległa. Zmiana w języku towarzyszy zmianie myślenia i na odwrót.  

Badaczka zwróciła uwagę, że coraz częściej zastanawiamy się nad tym, jak mówić o zwierzętach, żeby o nich myśleć inaczej, żeby o nich myśleć lepiej, żeby o nich myśleć równoprawnie. 

Podobną opinię wyraziła Adrianna Kaczuba-Kozic (Instytut Psychologii, Wydział Nauk o Wychowaniu UŁ):
Zgadzam się z kwestią tego, że idziemy w dobrym kierunku również z perspektywy psychologicznej. Myślę chociażby o tym, że zmiana, którą widzimy w języku, rzeczywiście idzie ramię w ramię ze zmianą społeczno-kulturową.

Najlepszy przyjaciel człowieka – ale na czyich zasadach?

Wydaje mi się, że podejście do zwierząt i to, jaką symboliką był obdarzony od zawsze pies, jest świetnym probierzem wartości kulturowych – zauważyła dr hab. Natalia Lemann, prof. uczelni (Instytut Kultury Współczesnej, Wydział Filologiczny UŁ). 

Pejoratywnych określeń i przysłów związanych z psami nie znajdziemy we wszystkich kulturach – Nie znajdziemy ich na przykład u ludów subpolarnych, które są w komitywie z psami od zarania ich dziejów. W tej kulturze psy są bóstwami, bohaterami licznych mitów. Mity te dotyczą pełnej komitywy – i duchowej, i cielesnej, i międzygatunkowej pomiędzy ludźmi a psami – wyjaśniła prof. Natalia Lemann i jednocześnie przypomniała, że w naszej kulturze psy pełniły funkcję bardziej „usługową”, stróżującą.

Powszechnie powtarzamy, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Jednak, jak zauważyła dr Magdalena Piotrowska-Grot, warto zastanowić się, jak wyglądała ta przyjaźń w przeszłości i dziś. Przez stulecia relacja człowieka z psem była definiowana przede wszystkim przez ludzkie potrzeby. Dopiero stosunkowo niedawno zaczęliśmy częściej pytać nie tylko o to, co pies daje człowiekowi, ale także czego sam potrzebuje. Coraz częściej dostrzegamy, że zwierzęta również mają swoje prawa i potrzeby. Widać to choćby w sposobie reagowania podczas klęsk żywiołowych. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu los zwierząt pozostawał na marginesie dyskusji, obecnie ich bezpieczeństwo staje się częścią dyskursów medialnych i działań ratunkowych.

Dlaczego tak bardzo kochamy psy?

Z perspektywy psychologicznej pies zajmuje wyjątkowe miejsce w życiu człowieka. Pomaga regulować emocje, daje poczucie bliskości i akceptacji. Dla wielu osób relacja z psem jest źródłem wsparcia, szczególnie w momentach samotności, kryzysu czy niepewności.

O psychologicznych mechanizmach tej relacji mówiła Adrianna Kaczuba-Kozic:
Pies stanowi dla nas postać regulującą różne nasze emocje, pozwala nam wyrażać uczucia. Niejednokrotnie jest to zwyczajnie łatwiejsze – wyrażenie uczuć wobec naszego pieska niż w stosunku do ludzi.

Jak podkreśliła psycholożka, w przypadku psów bardzo często pojawia się również pojęcie bezwarunkowej akceptacji:
Jeżeli sobie pomyślimy o zwierzętach domowych, może właśnie bardziej o psach niż o kotach, często pojawia się tu określenie „miłość bezwarunkowa” – taka, którą my dostajemy, jesteśmy akceptowani bez względu na to, czego byśmy nie zrobili.

Od psów otrzymujemy tę „bezwarunkową miłość", a co dajemy w zamian? Współczesna opieka nad zwierzętami osiągnęła poziom, o którym jeszcze kilkadziesiąt lat temu trudno było marzyć. Coraz lepsza opieka weterynaryjna, rozwój behawiorystyki czy większa wiedza na temat potrzeb zwierząt sprawiają, że dbamy o psy bardziej świadomie.

O zagrożeniach uczłowieczania psów

Jednocześnie pojawia się nowe wyzwanie – antropomorfizacja, czyli przypisywanie zwierzętom ludzkich cech, emocji i sposobów myślenia. Psy odpowiadają na nasze emocjonalne potrzeby, jednak uczestniczki spotkania podkreślały, że warto zachować ostrożność wobec prostego przekładania ludzkich doświadczeń na świat zwierząt. 

Warto trochę się wycofać z tego myślenia o miłości, a pomyśleć o zasobach i przypomnieć sobie, że ten pies ma jednak wilcze atawizmy. Bardziej i lepiej zaopiekujemy się naszymi psami, kiedy przestaniemy aż tak bardzo nadawać im cechy ludzkie. To jest trudne dla opiekuna psa, który jest w tego psa wpatrzony, który wierzy w tę bezwarunkową miłość. Ona oczywiście tam jest, ale to nie są te same emocje. Nie są identyczne, nie tak samo są rozumiane – przypominała dr Magdalena Piotrowska-Grot. 

Gdzie przebiega granica?

Współcześnie psy coraz częściej traktowane są jak pełnoprawni członkowie rodzin. Towarzyszą nam w podróżach, uczestniczą w codziennym życiu, a ich potrzeby bierzemy pod uwagę znacznie częściej niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Ale czy wszystko, co robimy dla naszych pupili, rzeczywiście służy im samym? To jedno z najważniejszych pytań postawionych podczas spotkania.

Jak zauważyła Adrianna Kaczuba-Kozic:
Kluczowe jest branie pod uwagę perspektywy czworonożnego przyjaciela, a nie wyłącznie naszej. Potrzeby psa i potrzeby nas samych mogą się rozmijać.

Psycholożka zwróciła jednocześnie uwagę, że niektóre współczesne formy troski o zwierzęta bywają bardziej odpowiedzią na potrzeby człowieka niż psa:

Pokłosiem jest to, że my rzeczywiście uczymy się coraz lepiej dbać o zwierzęta, ale czasami przybiera to formy, które bardziej służą nam – mam na myśli takie formy jak spa dla piesków, psie siłownie, gdzie rzeczywiście można zadbać o kondycję zwierzaka. W założeniu to brzmi świetnie, ale też zastanawiam się, gdzie tutaj przebiega granica, co jednak jest dla nas, a co jest dla nich.

Nie oznacza to jednak, że między człowiekiem a psem nie istnieje porozumienie. Wręcz przeciwnie – często odbywa się ono bez słów.
Do kwestii psiej natury nawiązała również prof. Natalia Lemann, zwracając uwagę, że mimo wielowiekowej obecności psów w ludzkim świecie wciąż pozostają one dla nas istotami nie do końca poznanymi. Jak podkreślała, symbolika psa w różnych kulturach jest niezwykle złożona. Z jednej strony psy kojarzone są z wiernością i honorem, z drugiej pojawiają się powiedzenia takie jak „łże jak pies”. 

Prof. Lemann przywołała przykład części ludów rdzennych Ameryki, dla których psy były symbolem braku honoru właśnie dlatego, że wybaczają, ale równocześnie bywały też symbolami pożądania i namiętności. Pies jak każda istota jest niebywale skomplikowany – podsumowała.

Pies pozostanie trochę tajemnicą

Czy człowiek jest w stanie naprawdę poznać psa? Uczestniczki debaty były zgodne, że istnieją granice, których nie potrafimy przekroczyć. Mówimy o psach ludzkim językiem i opisujemy je za pomocą ludzkich pojęć. Czy jesteśmy w stanie mówić o istotach innego gatunku w taki sposób, żeby nie zaprojektować na nie swoich własnych cech i swojego własnego języka?

Na to pytanie odpowiedziała dr Magdalena Piotrowska-Grot:
To jest język ludzki, a nie psi i my tej granicy nie przekroczymy, nie ma takiej możliwości, choćbyśmy się bardzo starali.

Nie oznacza to jednak, że jesteśmy bezradni. W tych granicach pomocne mogą być zdrowy rozsądek, wiedza naukowa, obserwacja oraz korzystanie z doświadczeń specjalistów – weterynarzy, behawiorystów i badaczy relacji człowieka ze zwierzętami. 

Jak zauważyła badaczka:
Ich świat jest dla nas niedostępny i to jest piękno tej tajemnicy (...). Nie wiemy, co myślą koty, nie wiemy, co myślą psy i nie wiemy, co myślą kury. Możemy jedynie zrobić wszystko, żeby miały jak najlepsze warunki bytowania.

Z psychologicznego punktu widzenia relacja człowieka z psem opiera się przede wszystkim na komunikacji niewerbalnej. Adrianna Kaczuba-Kozic podkreśliła, że ludzie i psy współdzielą wiele podstawowych emocji, dzięki czemu potrafią budować silne więzi i odczytywać wzajemne sygnały. Problem pojawia się wtedy, gdy przypisujemy psom bardziej złożone, typowo ludzkie emocje i zaczynamy interpretować ich zachowania wyłącznie przez pryzmat własnych doświadczeń.

Być może najistotniejszym wnioskiem płynącym z rozmowy jest właśnie ten: największym wyrazem troski o psa nie jest traktowanie go jak człowieka, lecz próba zrozumienia go takim, jakim jest – wyjątkowym, ale wciąż psem. 

Nagranie dyskusji „Przyjaciel czy psiecko? O roli psa w kulturze i relacjach międzyludzkich” dostępne jest na kanale Nauka Inspiruje:

Wydarzenie odbyło się w ramach projektu naukowo-artystycznego PIESPEKTYWA

Materiał: dr hab. Natalia Lemann, dr Magdalena Piotrowska-Grot, Adrianna Kaczuba-Kozic, Agata Dawidowicz
Redakcja: Agata Dawidowicz, Centrum Współpracy z Otoczeniem i Społecznej Odpowiedzialności Uczelni
Zdjęcia: Bartosz Kałużny, Centrum Współpracy z Otoczeniem i Społecznej Odpowiedzialności Uczelni

Opublikowano: Agata Dawidowicz

ul. Narutowicza 68, 90-136 Łódź
NIP: 724 000 32 43
Adres do doręczeń elektronicznych (ADE): AE:PL-74796-17640-IHHIV-17
KONTAKT​​​​​​​

Funduszepleu
Projekt Multiportalu UŁ współfinansowany z funduszy Unii Europejskiej w ramach konkursu NCBR