Fot. Gdzieś na północno-zachodnim Pacyfiku. Wyprawa na wody rowu Kurylsko-Kamczackiego (KuramBio II, 2016 r.) (fot. A. Jażdżewska)
Wielotygodniowe przygotowania
Oceanicznych wypraw naukowych nie organizuje się z dnia na dzień. Już sam proces aplikacyjny o możliwość skorzystania ze statku czy grant badawczy trwa kilka lat. Gdy wszystko zostaje zatwierdzone, zaczyna się żmudna logistyka.
To precyzyjnie zaplanowane zadania
– podkreśla prof. Jażdżewska.
Sprzęt badawczy, odczynniki chemiczne, zapasowe elementy aparatury, ale też leki i środki higieniczne muszą zostać odpowiednio wcześnie przygotowane. Niczego nie da się ,,domówić” podczas wyprawy. W zależności od trasy, kontenery ze sprzętem płyną do portu startowego tygodniami.
Niedopatrzenie może unieruchomić cały projekt, a do najbliższej cywilizacji bywa ponad doba płynięcia
– mówi badaczka.
Fot. Na pokładzie statku R/V Sonne podczas wyprawy na wody rowu Aleuckiego (AleutBio, 2022 r.) (fot. A. Jażdżewska)
Miliony euro i dziesiątki specjalistów
Koszty organizacji wyprawy badawczej sięgają kilku milionów euro. Wynajęcie specjalistycznego statku badawczego, pensje dla 30-osobowej załogi, paliwo, zapasy, utrzymanie kilkudziesięciu naukowców. Wszystko to powoduje, że wyprawy te zwykle mają charakter międzynarodowy i interdyscyplinarny.
Trzeba wykorzystać maksymalnie potencjał badawczy danego rejonu
– mówi Anna Jażdżewska.
Na pokładzie statku, który od początku projektowany był z myślą o badaniach (np. niemiecki statek „Sonne” z misji w 2016 i 2022 roku), mieści się nawet 40 naukowców. W mniejszych jednostkach – 20-30; czasem tylko kilku badaczy.
To pływające laboratoria
– mówi prof. Jażdżewska.
Kajuty, laboratoria, pokoje sprzętowe – wszystko jest dostosowane do pracy w ekstremalnych warunkach.
Pobieranie próbek z blisko 10 kilometrów pod wodą
Jeden z przyrządów połowowych, sanie epibentoniczne, czyli wielkie sanie badawcze, opuszczane są na głębokość nawet ponad 9000 metrów. Proces ich opuszczania i podnoszenia może zatem trwać nawet kilkanaście godzin. Lina, do której są przyczepione musi być stale monitorowana.
Zerwanie oznaczałoby stratę sprzętu wartego dziesiątki tysięcy euro i brak danych
– wyjaśnia naukowczyni.
Fot. Sanie epibentoniczne, służące do zbioru dennych makrobezkręgowców, wyprawa AleutBio, 2022 r. (fot. A. Jażdżewska)
Gdy próbki wracają na pokład, rozpoczyna się walka z czasem: trzeba przepłukać zebraną próbę i zakonserwować ją; i najlepiej zrobić to jak najszybciej, bo wtedy możemy zabezpieczyć materiał do badań genetycznych.
To jedyna taka okazja przez wiele lat. Czasem nigdy nie wrócimy w dane miejsce
– podkreśla badaczka.
Fot. Praca na pokładzie; przepłukiwanie zebranych prób, wyprawa AleutBio, 2022 r. (fot. z archiwum A. Jażdżewskiej)
Zespół ludzi, nie maszyn
Nie ma przypadkowych osób na takich wyprawach
– zaznacza badaczka.
Skład zespołu zależy od rodzaju prowadzonych badań. Każde urządzenie do poboru prób ma przypisany zespół. Naukowcy dzielą się według funkcji: jedni obsługują sprzęt, inni przepłukują próby i je konserwują, kolejni prowadzą niezwykle ważną dokumentację. Typowy dzień na statku jest związany ściśle z planem badań i pogodą. Niekiedy cały cykl pracy podporządkowany jest jednemu urządzeniu, a w zespole może być od kilku do 10 osób do niego przypisanych.
Fot. Zespół naukowców obsługujących sanie epibentoniczne, wyprawa KuramBio II, 2016 r. (fot. z archiwum A. Jażdżewskiej)
Czasem pogoda potrafi pokrzyżować plany: silne fale czy wiatr uniemożliwiają opuszczenie aparatury. Praca w takich warunkach groziłaby utratą sprzętu, a także niebezpieczeństwem dla obsługującej go załogi i naukowców. Wtedy statek zmienia trasę. Zdarzają się też wypadki losowe.
Na jednej z wypraw musieliśmy awaryjnie zawieźć marynarza do szpitala. Cały plan musiał zostać zmodyfikowany
– wspomina naukowczyni.
Wyprawy na kraniec możliwości
Wyprawy oceaniczne to nie tylko nauka. To także test wytrzymałości, współpracy i logistyki. Trwają od czterech tygodni do nawet kilku miesięcy.
To życie bez lądu. Czasem tygodniami nie oglądamy cywilizacji
– opisuje prof. Jażdżewska.
Ale efekty ekspedycji są bezcenne: nowe gatunki, zrozumienie głębinowych ekosystemów, wiedza o tym, jak nie zniszczyć życia, którego jeszcze nie poznaliśmy.
Profesor Anna Jażdżewska pokazuje, że nauka to nie tylko mikroskop i laboratorium. To także zimny wiatr Antarktyki, sprzęty opuszczane w ciemności Rowu Aleuckiego i zespoły ludzi gotowych, by ,,zapuszczać się” tam, gdzie nie dotarł jeszcze nikt.

Fot. Piękny poranek w Zatoce Admiralicji, Wyspa Króla Jerzego, Antarktyka, 2007 r. (fot. A. Jażdżewska)
Materiał: dr hab. Anna Jażdżewska, prof. UŁ, Katedra Zoologii Bezkręgowców i Hydrobiologii, Wydział Biologii i Ochrony Środowiska UŁ
Redakcja: Kacper Szczepaniak, Centrum Komunikacji Marki UŁ
