Nawłoć agresywnie wdarła się w nasze naturalne środowisko

W nawiązaniu do obchodzonego 19 września Dnia Dzikiej Flory, Fauny i Naturalnych Siedlisk przyglądamy się roślinie, która coraz wyraźniej zmienia polski krajobraz. Nawłoć, choć zachwyca złocistymi kwiatami, jest gatunkiem inwazyjnym – szybko zajmuje kolejne tereny, wypiera rodzime rośliny i tworzy rozległe, niemal jednogatunkowe łany. Za jej malowniczym wyglądem kryje się więc poważne zagrożenie dla różnorodności biologicznej i naturalnych siedlisk.

 

„Mimozami jesień się zaczyna, złotawa, krucha i miła” – tak nawłoć, czyli właśnie tak zwane potocznie „mimozy”, opiewają pierwsze wersy piosenki „Wspomnienie” Czesława Niemena. Nawłoć wydaje się być dla nas zupełnie naturalnym elementem polskiego krajobrazu, ale czy wiesz, że nie każda z nich była tutaj od zawsze?

Opublikowano: 18 września 2026
Zdjęcie nawłoci wraz z cytatem z piosenki Czesława Niemena

„Mimozami jesień się zaczyna, złotawa, krucha i miła” – tak nawłoć, czyli właśnie tak zwane potocznie „mimozy”, opiewają pierwsze wersy piosenki „Wspomnienie” Czesława Niemena.

Pochodzenie inwazyjnych nawłoci 

Nawłoć wydaje się być dla nas zupełnie naturalnym elementem polskiego krajobrazu, ale czy wiesz, że nie każda z nich była tutaj od zawsze? Dwa dominujące w środowisku gatunki, to nawłoć kanadyjska (Solidago canadensis) i nawłoć późna (Solidago gigantea). Nawłoć kanadyjska ma łodygi pokryte gęsto krótkimi włoskami, zaś u nawłoci późnej są one gładkie i powleczone nalotem wosku łatwym do starcia przy najmniejszym dotyku. Każda z nich tworzy na szczycie łodygi złożone kwiatostany składające się z mnóstwa malutkich, botanicznie tak zwanych koszyczków. Obie wywodzą się z Ameryki Północnej i przybyły do Polski niecałe 200 lat temu, a to wcale niedawno, jeśli mierzymy czas zegarem natury. Rośliny te, choć przepięknie złocistożółte, puchate i pachnące, mają jednak swoje mroczne oblicze. 

Jak nawłocie niszczą nasze środowisko

Są agresywnymi gatunkami inwazyjnymi dynamicznie podbijającymi środowisko przyrodnicze naszego kraju. Pomimo swych właściwości, nie są uznane prawnie za gatunki IGO (Inwazyjne Gatunki Obce), które należy zwalczać ze względu na szkody, które wywołują w polskiej przyrodzie. Ich inwazyjność przybiera bowiem różne wymiary. Zajmując teren tworzą zwarte i nieprzystępne ekologicznie połacie zwane nawłociowiskami, a potem pod zwartymi łanami nawłoci już prawie nic nie rośnie. Nawłociowisko zastępuje różnorodne i naturalne zbiorowiska łąkowe i murawowe, eliminując z nich dziesiątki rodzimych gatunków roślin, które kwitną i owocują w różnych porach roku, spełniając tym samym przeróżne usługi ekosystemowe. Dodatkowo nawłocie te zmieniają chemizm gleby wydzielając związki o działaniu allelopatycznym, zacieniają i zabierają składniki mineralne oraz wodę z zaanektowanych obszarów, przekształcając je w swoją olbrzymią biomasę i miliardy nasion, każdego roku efektywnie zajmując kolejne połacie ekosystemów. Dodatkowo dojrzałe rośliny za pomocą pełzających poziemnych kłączy po cichutku zawłaszczają każdy dostępny centymetr kwadratowy podłoża. Te cechy kwalifikują je do miana gatunków inwazyjnych z grupy transformers, czyli takich, które zmieniają środowisko przyrodnicze nie do poznania i nie do życia na wielu płaszczyznach ekologicznych. Ponadto nawłocie te dokonują inwazji genetycznej, tworząc mieszańce z rodzimym dla Polski gatunkiem nawłoci, stopniowo zanieczyszczając jej pulę genową.

Nawłociowisko

Mamy polski gatunek nawłoci! 

Tak! Mamy nasz rodzimy gatunek nawłoci, nawłoć pospolitą (Solidago virgaurea). Mało kto o niej pamięta i nie mówi się o niej zbyt wiele w kontekście corocznego medialnego tematu nawłoci. Rodzima nawłoć zasiedla podobne siedliska, jest również źródłem nektaru i pyłku, tworzy liczne koszyczki oraz kwitnie w tym samym czasie co nawłocie-intruzi, a co najważniejsze nie jest gatunkiem inwazyjnym i współistnieje harmonijnie w ekosystemach wraz z innymi rodzimymi gatunkami, a to umniejsza zalety obcych nawłoci tak żywiołowo podkreślane przez pszczelarzy. Co więcej przywiązane jest do niej o wiele większe grono gatunków zależnych od roślin. Niestety jelenie, sarny, dziki i zające, a także ptaki i rodzime owady roślinożerne niechętnie jedzą obce nawłocie i nie robią tego, o ile nie są zmuszone ze względu na brak innego pokarmu, a nawłoć kanadyjska i późna potęgują zubożenie bazy pokarmowej w miejscu współwystępowania ich i wymienionych zwierząt. 

Zapylacze poradzą sobie bez inwazyjnych gatunków

Obie inwazyjne nawłocie okradają też wspomniany gatunek rodzimy (ale także dziesiątki innych naszych roślin) z zapylaczy poprzez skuteczną konkurencję opartą na niezliczonej liczbie kwiatów. Brak w naszym krajobrazie nawłoci kanadyjskiej i później nie sprawi jednak, że dzikie zapylacze, a także hołubione pszczoły miodne będą głodować, wbrew budzącym strach scenariuszom rodem z apokalipsy 2012, które rozpowszechniają pszczelarze. Jesienią kwitnie wiele rodzimych gatunków roślin, wśród których (poza rodzimą nawłocią pospolitą) są: wrzos, krwawniki, jastrzębce, brodawniki, koniczyny, dziurawce, pięciorniki, dziewanny, pszeńce, komonice, pępawy, rozchodnikowce, wierzbówki, macierzanki, poziewniki, ostrożenie, świerzbnice i wiele, wiele innych. Nawłoć kanadyjska i późna stanową tylko jeden typ pokarmu. To tak, jakbyśmy ciągle jedli tylko ziemniaki, albo zupę pomidorową, tudzież kanapki z dżemem. Zapylacze również potrzebują różnorodnej diety, a nie tylko my ludzie!

Zapylacz na nawłoci

Nieprzebadane właściwości lecznicze

Przy okazji warto wspomnieć o jednym z popularniejszych zagadnień w kontekście nawłoci kanadyjskiej i późnej, czyli o ich potencjalnych właściwościach leczniczych. Słyszeliście może coś o wspaniałych działaniach prozdrowotnych tych gatunków, szczególnie przeciwnowotworowych? Wiedzcie, że sprawa jest bardziej skomplikowana niż się wydaje. Pozytywnie działające substancje wykazane w tych gatunkach, choć istotnie opisane w licznych badaniach, testowano głównie in vitro i na modelach zwierzęcych oraz w oparciu o badania zawartości składników fitochemicznych. Sami badacze często zaznaczają potrzebę dalszych wnikliwych badań. Jedyne pewne działanie lecznicze można przypisać, co ciekawe, rodzimej w Polsce nawłoci pospolitej! Tylko ten gatunek został dobrze przetestowany na ludziach, z potwierdzonym działaniem leczniczym, ALE i tak dotyczy ono przede wszystkim schorzeń układu moczowego, nie zaś panaceum na groźne choroby zagrażające ludzkiemu życiu. Jest najlepiej poznanym leczniczo gatunkiem z rodzaju nawłoć i stanowi pewny surowiec medyczny, a obce nawłocie stanowią jednie zamiennik bez szerokiego poparcia w badaniach klinicznych. Ponadto, nawłoć kanadyjska i późna różnią się składem chemicznym nie tylko między sobą, ale także w porównaniu z nawłocią pospolitą! Nie można zatem automatycznie przenosić dobroczynnego działania z nawłoci pospolitej na pozostałe gatunki z tego rodzaju. Picie herbatki z nawłoci może i nie zaszkodzi, ale czy pomoże aż tak, jak deklarują niektórzy? Pamiętajcie, obiecujące nie znaczy udowodnione!
Podsumowując, jedynym plusem inwazyjnych nawłoci wydaje się zatem być ich walor estetyczny i chwalony przez koneserów miód nawłociowy. Ale! Nie dajcie się zwieść! Poznajcie swoje, bo obce już znacie. Pokochajmy naszą rodzimą nawłoć! Wypromujmy ją tak, aby w przyszłości mogła ona zastąpić w krajobrazie miejsce intruzów zza oceanu.

Materiał źródłowy: mgr Konrad Kaczmarek, dr Anna Bomanowska (Wydział Biologii i Ochrony Środowiska)
Redakcja: Michał Gruda (Centrum Współpracy z Otoczeniem)

ul. Narutowicza 68, 90-136 Łódź
NIP: 724 000 32 43
Adres do doręczeń elektronicznych (ADE): AE:PL-74796-17640-IHHIV-17
KONTAKT​​​​​​​

Funduszepleu
Projekt Multiportalu UŁ współfinansowany z funduszy Unii Europejskiej w ramach konkursu NCBR